Poetycki talent w I Liceum

Klaudia Borys ukończyła właśnie klasę IIC i jest według profesora Marka Urbanowicza największym poetyckim talentem, jaki spotkał w ciągu ponad trzydziestu lat pracy w naszym liceum. Profesor podkreśla jej znakomity warsztat poetycki, czyli panowanie nad słowem i bogactwo środków artystycznego wyrazu, a także świeżość i oryginalność wyobraźni, humor i urok tej poezji. Wszystko to sprawia, że wiersze Klaudii  czyta się z prawdziwą przyjemnością. Klaudia publikuje swoje utwory na Instagramie i w grupie „Prawie Poeci” na Facebooku, gdzie ma całe mnóstwo czytelników. Jej wiersze zostały wydane drukiem w antologii „Miłość w czasach fejskultury”, w której Klaudia pisze również o sobie. Zamieściła też dedykację swojemu poloniście profesorowi Markowi Urbanowiczowi. Zachęcamy do przeczytania wierszy Klaudii Borys, które dla Was  wybrała, także tych z antologii.

1+2

Ja jedynką, a ty dwójką:

prosta lekcja dodawania.

Mimo że jedynką byłam,

to nie jedną w Twych działaniach.

Choć w liczeniu jestem słaba,

chcę powiedzieć Ci, że w sumie

byłaby z nas piękna para,

lecz pod łóżkiem kryłeś trójkę.

Mówi się, że nas podzielił

poziom zaawansowania,

bo przez twoje duże liczby

uczę się odejmowania.

Lucyfer

Ciasna dla mnie była ziemia,

w piekle większe są przestrzenie.

Ogień wszędzie, lecz chłód bije:

ogień ze mnie, chłód od ciebie.

Ginę gdzieś w interpretacjach:

ciągle byłeś Lucyferem.

Uczyniłeś nasz początek

nieszczęśliwym zakończeniem.

Pomyliłam piekło z niebem,

szczere słowa z fałszywymi,

ciebie z biblijnym Gabrielem,

co wieść miłą słał Maryi.

Na przystawkę przed innymi

skonsumujesz moje serce.

Wiem, że było cyrografem

wpaść bezwładnie w twoje ręce.

Rany

Ciało mapą jest dotyków

czułą dłonią, zimnym nożem,

pamiętnikiem pocałunków

i kantorem ludzkich spojrzeń.

Czasem ktoś zacina szponem,

czasem skrywa pod swym skrzydłem,

czasem leczy stare rany,

czasem pozostawia bliznę.

Kiedy ostrze nieżyczliwe

już dosięga mego ciała,

zastanawiam się wciąż „Czyje?

Czy miłości, czy też kata?”

Rany wszystkie mam już zszyte.

Jedna krwawi zaś od nowa,

nie zamierza się zagoić,

bo nie była dziełem wroga.

Kuchenne rewolucje

Kiedyś raczyłbyś mnie chlebem

poił winem wyższej rangi,

teraz rzucasz we mnie mięsem:

winą, a nie winem karmisz.

Przyrządziłeś mnie w panierce

egzystuję z warzywami

Bliska jestem już marchewce

pokrojonej na talarki.

Solą prószysz żywe serce.

Nie umiałeś mnie doprawić.

Kroisz zaś jak Magda Gessler,

a bez noża umiesz zranić.

Sroka

Kocham wszystko, co błyszczące:

biel platyny przy diamentach,

rubin duży na mym palcu,

barwne cienie na powiekach.

Chciałabym być ci szlachetna,

niczym próba tego srebra.

Innej dałeś swe karaty,

mi zaś próbę bólu serca.

Jestem sroką, muszę przyznać,

lecz mnie jeden blask oślepia:

kiedy obca mi obrączka

złoci się na twoich rękach.

Miodowe lata

W małym mieście, na Miodowej,

tak głosiły opowieści

mieszkał mędrzec, co potrafił

wszystkie spasłe księgi streścić.

Pod ramieniem miał kobietę,

mniej uczoną, lecz poczciwą.

Chciała tylko być diamentem:

była mu jak ciepłe piwo.

Zapominał o rocznicach,

imieninach,

urodzinach.

Spływał tusz Margaret Astor,

lecz cierpliwie to znosiła.

Wszystkie wzory znał chemiczne,

lecz nie było tu reakcji,

by zatrzymać ją wbrew obcej

męskiej sile grawitacji.

Czarny kot

Miałam stado białych kruków.

Pióro swe okryłam złotem.

Kruków mniej, niż przed podróżą.

Jeden został czarnym kotem.

Coś mi przyszło, coś uciekło,

gdy na chwilę przed odlotem

czarny kot mi drogę przeciął,

patrząc bezlitosnym wzrokiem.

Pięknie widzieć swe zwycięstwo,

zdobić kryształami dłonie,

ale sukces to przekleństwo:

co fałszywe, z bólem spłonie.

Wiosenne porządki

Zetrę kurz z ospałych spojrzeń,

zmyję rozmazane cienie.

Poukładam me uczucia,

co je rozrzuciłeś w gniewie.

Wciągnę woń Twą odkurzaczem.

Zmyję z siebie przeświadczenie,

że w polerowanym lustrze

obok siebie widzę Ciebie.

Sklep z wybaczeniem

Byłam w sklepie z wybaczeniem.

Proszą tam o dowód skruchy.

Dałam pod oczami cienie,

linię łez,

nerwowe ruchy.

Ekspedientka powiedziała,

że zbyt duże przewinienie

i za bardzo Cię skrzywdziłam,

aby nabyć odkupienie.

O wsparciu słów kilka

Byłaś wsparciem, opatrunkiem,

różą między kamieniami.

Chociaż chciałaś tylko deszczu,

podlewano ciebie łzami.

Ucięłaś dla niego kolce,

by go przypadkiem nie zranić,

lecz gdy więdłaś, gubiąc płatki,

on odwrócił się plecami.

Marzanna

Parno jak latem w tamtej łazience,

choć niczym śniegi biała jest wanna.

Czerwone maki upuszcza serce.

Kwiaty na śniegu? Rzecz niesłychana.

Za oknem wiosna swój warkocz plecie,

lecz dusza w czas zimowy ubrana.

Skrawek metalu prąd wody niesie

a w wannie w negliżu się topi marzanna.

Słona herbata

Pamiętam naszą pierwszą herbatę:

to był początek pięknej historii.

Ty uśmiechnięty i pod krawatem,

taki niepewny swojej miłości.

Poczułam szczęście, gdy w oczy spojrzałeś.

Rumieńce jakby odcienie szarlotki.

Zrezygnowałam z cukru w herbacie,

osłodził mi ją dotyk twych dłoni.

Dzisiaj omijam tamtą kawiarnię,

bo zapach wspomnień z Tobą mnie goni,

ale przez szybę widzę ukradkiem,

jak co dzień kładziesz rachunek na stolik.

Wiem, że zacząłeś popijać kawę.

Wiem też, że ty nie musisz jej słodzić.

Ja swą herbatę muszę, bo z płaczem

spływają mi do niej łyżeczki soli.

Delta ciebie

Policzyłam twoją deltę,

wyszła mniejsza mi od zera.

Miejsc zerowych brak, lecz wtedy

błąd zrobiłam w obliczeniach.

Miejsce jedno masz zerowe,

jedną wadę, to jest pewne.

Choć urody niewymiernej,

serce chłopcze masz ujemne.

Stylistyka

Jesteś jakby oksymoron:

ciepłym lodem,

zimnym ogniem,

kontrast duszy z pięknym ciałem.

Ciągle mi repetowałeś:

anaforą,

epiforą,

że mnie kochać nie przestaniesz.

Gdy zraniłam metaforą,

stałam się

Przerzutnią,

bo tak chyba było łatwiej.

Jesteś żmiją jadowitą,

wybacz mi animizację.

Tyle mogę wybaczyć

Wybaczyłam tobie wszystkie

te wulgarne epitety,

ale nigdy nie wybaczę

miłości do innej kobiety.

O Tobie

Słabym dowcipem,

na koncie zerem,

za zimną kawą,

kwaśnym karmelem,

latem bez słońca,

wrogim spojrzeniem,

piosenką do płaczu,

nerwowym milczeniem,

bajką co smutne ma zakończenie,

ciszą w słuchawkach,

widmem na niebie,

depresją podstepną,

co w duszy gdzieś grzebie.

Tym mój świat stał się,

bo nie ma w nim Ciebie.

Spacer po bułki

Odcisk pomadki na filiżance,

czerwone szpilki na środku salonu,

lista zakupów zrobiona na kartce,

czajnik wciąż ciepły i cisza w domu.

Wybiegła w pośpiechu, dusząc się płaczem

nie biorąc portfela ani telefonu.

Miała tu wrócić z ciepłym śniadaniem,

lecz w drodze powrotnej zeszła z peronu.

  

 

Zostaw odpowiedź